sobota, 18 lutego 2012

Trochę uśmiechu

  Nastał nowy dzień, posprzątałam łazienkę i pokój, ale także swój umysł rozchwiany wczorajszymi nocnymi lękami.

 Będzie lepiej - myślę sobie.

  Owszem będzie i ja tego dokonam :). Od kilku dni katuję swoje mięśnie rozmaitymi ćwiczeniami, to oczyszcza mnie i ociupinkę podnosi moją pewność siebie, która ledwo co istnieje. Muszę z powrotem polubić siebie.

  Muszę także zacząć się uczyć, a przy tysiącu refleksji na sekundę, jest ciężko. Nie pozostaje nic innego tylko zmusić się. I tak zrobię.

  Zastanawiam się czy ktokolwiek tu zagląda i czy choć jeden post był przeczytany, czy nudzę, czy jestem nierozumiana. Hmm... Jeszcze chyba tak naprawdę nie wiem jak to wszystko działa.. to całe prowadzenie bloga.

                                                      ... i te jego atłasowe płatki korony...


A czego pragnę teraz.. Wiosny :) chcę poczuć jej zapach !







zdjęcia są mojego autorstwa, może przypadną Tobie do gustu.

Pozdrawiam :) ze szczerym uśmiechem.

piątek, 17 lutego 2012

Ciąg Dalszy Nastąpił

     Mój pokój otula czerń nocy, telewizor buczy wyświetlając napisy końcowe filmu, telefon przestał wydawać najprzyjemniejszy głos mojego życia, zostałam tylko ja.
     Im bliżej poniedziałku tym czuję się mniej spokojna, ta niekończąca się sesja... ten nadmiar... wykańcza.
Boję się, że nie podołam... ale muszę, muszę, muszę ! Nie mam innego wyjścia, jak zwalczyć ten wrzód, który wciąż stresem uwiera mój żołądek. Wiem! Muszę myśleć dam radę, ale myślę, że nie zdołam. Siły mi brak.
Gdyby ją sprzedawali w sklepach, nawet gdyby była gorzka i miała zapach antybiotyku... jadłabym ją bez ograniczeń, by przetrwać, ten okrutny okres.
     Dla jednych takie rzeczy nie wywołują aż takich emocji, tyle lęku i niemocy. Dla mnie to ciągły strach.
Nazbierało się ich sporo w ostatnich miesiącach. Strach na strachu. Zastanawiam się... dlaczego nie mogę przejść koło tych rzeczy obojętnie? Dlaczego nie mogę mieć w nosie ludzi, którzy mnie krzywdzą, którzy mnie wykańczają swoim postępowaniem? Tak bardzo bym chciała...

    Nie chcę już pisać o tych złych stronach mocy. Chcę się tu ładnie uśmiechać każdym słowem. Ułożyć po kawałku układankę pozytywnego nastawienia do tego co jest teraz.
   Przecież żyję, jestem zdrowa, mam najcudowniejszego mężczyznę na świecie, świetnych rodziców...
A ja płaczę jak bóbr... i doprowadzam się do stanu wycieńczenia nerwowego. Nie może tak być !
Nie może!

   Zrobię dźwignię, szybki nokaut. Kilka siniaków i zadrapań, zagoi się. Ale będę w pełni mogła cieszyć się tym co mam. A tak wiele mam!

   (łzy w oczach)

   I jak mam zrozumieć siebie? Jak wyjść z tej beznadziei, bezpodstawnej do tego?  Jak?
Ktoś z Was ma receptę na nerwicę?
Odkupię!


czwartek, 16 lutego 2012

No więc na początku był chaos...

  ...nadal trwa, a na końcu.. hm.. to dopiero się okaże. Każdy chyba myśli czasem o tym co będzie... ja myślę za często, za dużo, zbyt czarno. Walka z tym jest syzyfową pracą. Ale gdyby nie ta walka to zanik uśmiechu i wszelkich przejawów radości gwarantowany. Spodziewałam się łatwiejszego życia ;).

     A więc cóż mogę rzec? Nie jestem poetką, felietonistką, sławną piosenkarką czy też aktorką. Jestem Pauliną Łucją Lidią.
   
     Chodząca nadwrażliwość i tchórz do potęgi entej... jak ja tego nie lubię, a muszę się do tego przyznać. Wierzcie mi staram się uciec od tych dziwnych nawyków, ale obrócić się w swej świadomości o 180 stopni to nie lada wyczyn. Zaczęłam od tej 'gorszej' strony, no tak... a z 'lepszej' widzę trochę romantyczności, marzeń, miłości do tańca i muzyki, kokosu i cynamonu. Najchętniej to bym całe życie zajadała się cukierkami pudrowymi, białą czekoladą i bananami na wymarzonym hamaku, na którym nigdy nie udało mi się jeszcze poleżeć. Ale i tak jestem prze szczęśliwa :)!
       Jest już późno, bardzo późno... ale nie chciałam bez słowa tutaj zamieszkać. Mam nadzieję, że te parę zdań starczy na wstępie,

Dobranoc, ktokolwiek czytał... Dobranoc, ktokolwiek wie...
      
Wstęp dalszy... nastąpi...